April update

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wnioskując po ilości zjedzonych zajączków czekoladowych i innych iście wiosennych zwierząt, można by uznać mnie za bezduszną osobę. Teraz bardziej od brzucha boli mnie sumienie i ta mała cząstka mózgu o nazwie "fit". Bo tyle czekolady, co dziś, mój żołądek dawno nie widział i mam nadzieję, że prędko nie zobaczy. Mimo wszelkich boleści dzielnie doczłapałam się do komputera i postanowiłam przełamać nurt postów o kosmetykach. Dzisiaj skrócę co u mnie, abyśmy wszyscy się lepiej poznali a ja mogła przypomnieć sobie ostatnie dni.

Znalazłam buty "takie jakie mają wszystkie inne dziewczyny"

Spodobały mi się one, gdy byłam na zakupach 2 miesiące temu. Przymierzyłam, obejrzałam je w lustrze, pochodziłam trochę- idealne, cóż chcieć więcej. No na przykład pieniędzy, których nie miałam w tamtym momencie, ale uznałam, że nie będę się zadłużać u rodziców i dzielnie poczekam na przypływ gotówki, by jak dojrzała kobieta wrócić do sklepu i dokonać upragnionego zakupu.
Pieniądze przyszły, razem z nimi radość w mych oczach- znak, że to ten moment. Z poczuciem ciekawej tęsknoty poszłam do sklepu odebrać moje dzieci, jak szczęśliwa matka odbierająca dzieci z przedszkola, i ku mojemu zdziwieniu/złości/rozczarowaniu/smutku butów nie było. Skończyły się, wyparowały, uciekły, nie ma.

Trudno, pójdę do innego sklepu, w końcu teraz takie modne się zrobiły, pewnie wszędzie są. Mhm. Nigdzie ich nie było. Zmuszona zostałam do zakupu butów przez internet, czego bardzo nie lubię, bo to jest jak pisanie z kimś w internecie, niby piszesz z 20 letnim przystojnym brunetem a na spotkanie przychodzi rudy gimnazjalista. Ale zaufałam swej intuicji i wybrałam model R. Polański. Dziwne, ale nie narzekam. I tak oto w me ręce trafiły cudowne buty "takie jakie mają wszystkie inne dziewczyny".
Let's not be diffrent.



Kupiłam kwiaty do pokoju 

Wiosna gdzieś nam uciekła jednak wyruszyłam w jej poszukiwanie. Świadkowie twierdzili, że ostatnio widzieli ją w kwiaciarni, tam też się udałam i znalazłam te cudne kwiatki. O dziwo nie były najdroższe, teraz pięknie żyją sobie w moim pokoju i mam nadzieję, że żyć długo będą. 



Zjadłam schabowego


Tak się nim delektowałam, że zapomniałam zrobić zdjęcie. Shit.

Znalazłam wymarzoną bluzę

Cena, krój, kolor i materiał- wszystko to użyte w rozsądny sposób doprowadziło do powstania mojej nowej ukochanej bluzy. Teraz będzie zwalczać chłód próbujący przedostać się do mnie.


Na koniec (koniec, bo zgaga jednak nie da mi żyć) pochwalę się nowym lakierem, w którym się zakochałam i mam ochotę kupić jego 4154163 sztuk i wyłożyć nim cały pokój. Tak, kocham niebieski.


Mam nadzieję, że nie byliście okrutni jak ja i nie zjedliście wszystkich zajączków




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Thanks for coming here xx